Ja: darmozjad i hołota

„Każdy dobry uczynek musi być pomszczony” – mawiała pewna moja znajoma twierdząc, że gdy coś robimy dla kogoś powinniśmy przygotować się na to, że nie podziękuje, a jeszcze opluje. Im jestem starsza tym częściej przekonuję się, że coś w tym jest. Dlatego nigdy nie oczekuję wdzięczności. Z roku na rok coraz mniej mnie dziwi fakt, że często za dobry uczynek dostaję w łeb. Dziś jednak oniemiałam. Tak najzwyczajniej w świecie odebrało mi mowę.

Stałam (a właściwie siedziałam) w kolejce w banku, by załatwić drobną sprawę. Przede mną było ok. 7 osób, więc cierpliwie siedziałam i czytałam na komórce artykuły na internetowych portalach. Nagle do banku weszła kobieta lat ok. 60 i zorientowawszy się w długości kolejki spytała, czy byśmy jej nie przepuścili. Wyjaśniła, że za dwie godziny ma samolot, a nie ma pieniędzy. Chce tylko dokonać wypłaty. Nie odezwałam się nawet słowem zostawiając decyzję pozostałym osobom. Byłam za tym, by przepuścić, ale niech decyduje większość. Mimo protestu jednej pani, która zwróciła uwagę, że każdy jest tu w ważnej sprawie, ludzie w kolejce zgodzili się przepuścić proszącą panią. Ta zaś tłumaczyła, że mieszka za granicą, w Polsce bywa rzadko. Padały przy tym słowa, że Polska jest niecywilizowana, zacofana itd. Ostatecznie przepuszczona przez nas bez kolejki klientka obiecała, że pieniądze podejmie błyskawicznie.

- Potrwa to minutę! – zapewniała dziękując nam wszystkim.

I dosłownie po chwili zasiadła przed nami przy stanowisku do obsługi. Tam wdała się w długą dysputę z panią z banku. Dysputa toczyła się na cały regulator. Klientka narzekała na bank. Perorowała, że daleko nam do zachodu itp. W tym czasie pani z banku przygotowywała dla niej pieniądze i dokumenty. Wreszcie poprosiła ją o podpisanie jednego z nich. Wtedy klientka spytała:

- Jak mam podpisać? Imieniem i nazwiskiem? Czy parafką?

- Tak jak w karcie wzoru podpisu – odpowiedziała pani z banku.

- To ja nie pamiętam jak tam się podpisałam, bo to dawno było – stwierdziła klientka.

- Ja pani nie pomogę – odparła na to pani z banku i wyjaśniła, że podpis jest formą zabezpieczenia. Bank sprawdza, czy klient pamięta swój podpis, dlatego pani z banku nie podpowie klientce jak wygląda jej podpis na karcie wzoru podpisu. W tym momencie klientka zaczęła się kłócić, że zabezpieczeniem powinien być dowód osobisty. Pani z banku zaczęła wyjaśniać, że dowód można podrobić, dlatego zabezpieczeń jest kilka. A czas płynął. Kolejka zaczęła się niecierpliwić. Ludzie zaczęli szeptać, że klientka miała sprawę załatwić szybko. Postanowiłam więc przywołać panią do porządku i powiedziałam głośno:

- Proszę pani! Przepuściliśmy panią, by szybko załatwiła pani swoje sprawy, a nie wdawała się w niepotrzebne dysputy. Proszę kończyć.

Ludzie w kolejce mnie poparli, a wtedy w klientkę jakby diabeł wstąpił. Kazała nam wszystkim natychmiast zamknąć się. Powiedziała, że wszyscy „jesteśmy hołotą”, a ona „całe życie ciężko pracuje na utrzymanie takich darmozjadów jak my”. Ludzi w kolejce zatkało. Mnie na chwilę też, ale szybko odzyskałam mowę i powiedziałam pani, że fatalne sobie wystawiła świadectwo, bo zrobiliśmy jej grzeczność, a ona zachowuje się jak cham. Poza tym, zwróciłam uwagę, że pani nie wie kim jesteśmy, więc opowiadanie, że pracuje na nasze utrzymanie, a my jesteśmy darmozjadami jest nieuprawnione. Klientka jednak nadal na nas krzyczała, a po chwili wyszła obrażona na wszystkich trzaskając drzwiami. W banku pozostaliśmy my. W większości zdumieni. Po chwili odezwał się jeden z panów:

- Moim zdaniem ona od początku kłamała, że ma za dwie godziny samolot, bo na całym świecie są banki i można w XXI wieku załatwić sobie przelew.

- A ja mówiłam, by nie przepuszczać. Przepuszcza się staruszki i matki z dzieckiem – powiedziała pani, która jako jedyna nie chciała się zgodzić na przepuszczenie pani bez kolejki.

- A ja traktuję ludzi tak, jak sama chciałabym być traktowana, więc przepuszczam – odpowiedziałam i zamyśliłam się.

Czy klientka chciałaby być tak potraktowana przez innych jak potraktowała nas wszystkich? A w ogóle co to za moda mówienia o ludziach, których się nie zna, że są darmozjadami i hołotą? Gdyby ktokolwiek z nas nią był to pani zapewne dostałaby po prostu w twarz. A tak… wyszła z banku trzaskając drzwiami i zostawiając wszystkich sam na sam ze swoimi myślami o poziomie kultury i życzliwości polskiego społeczeństwa.