Pora umierać?, czyli Kolumbowie i Columbo

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×

Mówi się często, że pora umierać. Używamy tego określenia, gdy napotykamy na coś, co nas przygnębia, ale nic z tym nie możemy zrobić. Nie chcąc na to patrzeć, myślimy o śmierci. Też czasem o tym myślę. Czy moja walka z wiatrakami o to, bym ja wiedziała więcej, by ludzie, z którymi obcuję wiedzieli więcej, ma sens? Mój tata dzielił się ze mną swoją wiedzą, mama też, stryj też, a i babcia jak żyła mówiła, co wiedziała i co uważała, że może mnie zainteresować. Zwłaszcza o polskim, przedwojennym kinie. Ja też dzieliłam się tym co wiedziałam ze znajomymi, z przyjaciółmi itd., a przede wszystkim z synem. Mam wprawdzie za sobą trwający kilka lat okres, kiedy nie mogłam tak swobodnie wymieniać z nikim myśli, bo od pewnego osobnika na każdym kroku słyszałam, że się wywyższam i podkreślam dzielącą nas barierę intelektualną, ale… właściwie przez całe życie większość moich kontaktów ze znajomymi polegała na rozmowach będących wymianą wiedzy na dość ważne tematy: historia, kultura, geografia, obyczaje, podróże. Teoretycznie między ludźmi tak jest i dzisiaj, ale… coś stało się z poziomem tej wiedzy i nie wiem, czy winien temu nie jest system edukacji i powszechna globalizacja. Brak jest mody na bycie mądrym. A to jest potrzebne. Niestety przeważa myslenie, że mądry = bogaty, a to czyni poważne szkody. Jako nastolatka czytałam „Zapałkę na zakręcie” Krystyny Siesickiej, której bohaterka Mada „mordowała” Williama Faulknera „Absalome, Absalome”, którego jak sama przyznała nie rozumiała. Ale czytała, by być mądrzejsza i zaszpanować przed chłopakiem, który jej się podobał. Chciała mu pokazać, że czyta mądre książki. Jednak nie tylko o ksiązki mi tu chodzi. Wielokrotnie na spotkaniach autorskich mówiąc o swojej dokumentalnej książce „Dziewiętnastoletni marynarz” pytałam czytelników: „Jak myślicie, czemu w 1920 roku Szkołę Morską otwarto w Tczewie”. Ileż razy słyszałam odpowiedź: „Bo Tczew leży nad morzem!”. Na pytanie, czemu statek szkolny Lwów nazwano Lwów odpowiadano mi, że dlatego, że… to polskie miasto. Gdy zwracałam uwagę, że polskimi miastami są Kraków, Poznań czy Łódź, a jednak statek nazwano Lwów, życzliwi czytelnik dorzucił jeszcze, że polskim miastem jest Szczecin. Nie miał refleksji, że w 1920 roku Szczecin nie należał do Polski. W tych wielu sytuacjach młodzież kilka razy poratowała się stwierdzeniem, że…  „Lwów leży nad morzem”. Tylko raz spytałam, nad jakim i dowiedziałam się, że chyba nad Bałtykiem.

Ostatnie dni, to dla mnie podobne doświadczenie. Robię film o Kolumbach. Nie chcę wchodzić w szczegóły, choć jestem już po zdjęciach, ale jeszcze przed montażem. W każdym razie wczoraj nagrywałam sondę: „Czy mówi coś pani/panu określenie Kolumbowie?”. Rzadko ktoś wiedział, o co pytam, choć im starszy tym więcej miał wiedzy. Młodzież nie wiedziała nic. Osobliwe było to, że nic to określenie nie mówiło harcerzom. Lilijki na beretach, a w głowie pustka. Podpowiadałam, więc całym zdaniem: „pokolenie Kolumbów”, „Kolumbowie rocznik 20.” Nic. Zero reakcji. Puste twarze, puste oczy, czasem głupi śmiech. Cóż… książki Romana Bratnego nie ma w lekturze. Prawdopodobnie kara dla autora za jego wydany w 1983 roku „Rok w trumnie”.

Dla potrzeb swojego filmu muszę przypomnieć sobie serial Janusza Morgensterna i wykodować fragmenty, które będę wykorzystywać. Nie chcę siedzieć w telewizyjnym archiwum koleżankom nad głową, więc… postanowiłam kupić serial w sklepie na DVD i obejrzeć w domu. Najbliżej redakcji jest znienawidzony przeze mnie empik. Sprawdziłam w Internecie. Wg. Internetu w tymże empiku serial jest i kosztuje niecałe 14 złotych. Dzwonię więc do salonu i pytam, czy na pewno ten serial tam jest. Pan każe poczekać i mówi po chwili, że nie ma. „Gdzie wobec tego serial znajdę?” – dopytuję. Pada odpowiedź, że jest w Arkadii, ale… tylko druga seria. „Jaka druga Seria?” – Pytam. – Przecież to dwie płytki i pięć odcinków”. W słuchawce zapada cisza i po chwili pan mówi, że Colombo to kilka serii, a oni dysponują tylko drugą.

Kolumbowie. reż. Janusz Morgenstern. Źródło: Filmweb

Moja mama stawiała mi bardzo wysoko poprzeczkę. Czasem myślę, że za wysoko, by ktokolwiek ją przeskoczył. Dlatego bez przerwy była ze mnie niezadowolona. Często myślę, że gdyby żyła, bez przerwy by mnie krytykowała. Zawsze podkreślała, że moje pokolenie jest niedouczone. „O tempora! O mores!” krzyczała po wielekroć wytykając mi, że nie wiem tego czy tamtego i jak to w szkole beznadziejnie mnie uczą. Zmarła, gdy miałam lat 26, zapewne załamana tym, że nie wiem wielu rzeczy, które wiedziała ona. Ostatnio doszłam do bardzo smutnego wniosku, że gdyby mama nadal żyła (miałaby 88 lat) byłaby po stokroć załamana poziomem wiedzy dzisiejszej młodzieży. Gdybym opowiedziała jej rozmowy z czytelnikami, z niektórych moich spotkań autorskich, mogłaby wpaść w depresję. Gdybym opowiedziała jej historię z empiku pewnie by krzyczała swoje „O temporta! O mores!” Mój syn powiedział kilka lata temu, że świat schodzi na psy po to, by nikomu nie było żal umierać. Takie słowa wypowiedziane przez nastolatka uznałam za straszne. Ale nie wiem, czy nie są bardzo prawdziwe. Bo nie wiem, co zrobić, by odwrócić proces degeneracji intelektualnej społeczeństwa. Czasem myślę, że niektóre moje wpisy na blogu są samotnym wołaniem o pomoc. Zwłaszcza, że te w moim pojęciu najważniejsze, nigdy nie mają aż tylu czytelników, co inne o wiele mniej istotne, ale z czymś chwytliwym mogącym wrzucić wpis w nurt popkultury.

PS Uwielbiam serial o poruczniku Columbo, ale to jednak innego rodzaju kino niż Kolumbowie.

Print Friendly
The following two tabs change content below.
dziennikarka prasowa i telewizyjna, pisarka, autorka książek dla młodzieży, blogerka. Kontakt: piekarska@piekarska.com.pl