Parasol noś i przy pogodzie, czyli każdy sądzi według siebie

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 0 Flares ×
Parasol noś i przy pogodzie, czyli każdy sądzi według siebie
‚Parasol noś i przy pogodzie’ to tytuł książki z aforyzmami autorstwa Remigiusza Kwiatkowskiego. Zaczytywałam się nimi w dzieciństwie, a dziś zastanawiam się nad sensem tytułowego z nich. Dlaczego? Co roku spotykamy się ze znajomymi na święconce w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki. Tak było i dzisiaj. Z koszyczkami w garści zebraliśmy się pokaźną, bo wraz z dziećmi w różnym wieku, około 35 osobową grupą. Byliśmy zdziwieni, że przed kościołem stoi wianuszek fotoreporterów, ale po chwili sprawa się wyjaśniła. Na tę samą godzinę i do tej samej parafii przyszedł święcić jajka pewien prawicowy polityk o imieniu Jarosław. Błogosławieństwo pokarmów trwało więc dłużej, a tłum przy stole zgęstniał tak, że stojąc z tyłu nie słyszałam nawet wersu modlitwy. Flesze błyskały, Jarosława fotografowano, a potem zabraliśmy koszyczki i ustawiliśmy się do naszego tradycyjnego zdjęcia. (Z roku na rok porównujemy jak zmieniamy się my i jak rosną nam dzieci! Szok!). Potem obejrzeliśmy Grób Pański w kościele i poszliśmy do pubu nad kanałek na Potocką, by zjeść święconkę. Chodzimy tak od wielu lat i właściciele są przyzwyczajeni, że wchodzi tam nasz tłumek, łączy stoły i je swoje żarcie z koszyczków. Zarobek maja i tak, bo przecież pijemy kawy, herbaty, piwo, colę itd. Przy stole dyskutowaliśmy o tym i owym (w końcu widujemy się w tym gronie rzadko)  i siłą rzeczy zeszło się na dyskusje o święconce, obecności polityka i fotoreporterów w kościele. Nagle odezwał się kolega, który na święconce stał tuż przy stole i niedaleko Jarosława. Okazało się, że polityk podszedł do niego i powiedział: „przesadził pan z zachowaniem”. Kolega nie bardzo wiedział o co chodzi. Przyszedł z żoną, kilkuletnim synem i grupą znajomych ze święconką, a tu krytyka i dezaprobata. Sprawa wydała się dopiero po chwili. Okazało się, że ochroniarze Jarosława raz po raz zerkali na naszego kolegę podejrzanie, bo z zawieszonego na jego plecach plecaka wystawała mu rączka od parasola, która wyglądała jak… samurajski miecz. Najwyraźniej Jarosław myślał, (choć może zasugerowali mu to ochroniarze, którzy prawdopodobnie poza narzędziami do walki nie znają innych przedmiotów), że ktoś przyszedł do kościoła ze święconką i z mieczem. (sic!) Cóż.. mnie uczono, że każdy sądzi według siebie. A dziś… tak pochmurno, że prędzej bym się jednak spodziewała parasola niż miecza. Ale skoro noszenie go w niepogodę uznawane jest za złe zachowanie…
PS A gdyby nawet to był miecz. To co?
PS 2. Przy okazji wszystkim czytelnikom życzę… Wesołych Świąt.

‚Parasol noś i przy pogodzie’ to tytuł książki z aforyzmami autorstwa Remigiusza Kwiatkowskiego. Zaczytywałam się nimi w dzieciństwie, a dziś zastanawiam się nad sensem tytułowego z nich. Dlaczego? Co roku spotykamy się ze znajomymi na święconce w żoliborskim kościele św. Stanisława Kostki. Tak było i dzisiaj. Z koszyczkami w garści zebraliśmy się pokaźną, bo wraz z dziećmi w różnym wieku, około 35 osobową grupą. Byliśmy zdziwieni, że przed kościołem stoi wianuszek fotoreporterów, ale po chwili sprawa się wyjaśniła. Na tę samą godzinę i do tej samej parafii przyszedł święcić jajka pewien prawicowy polityk o imieniu Jarosław. Błogosławieństwo pokarmów trwało więc dłużej, a tłum przy stole zgęstniał tak, że stojąc z tyłu nie słyszałam nawet wersu modlitwy. Flesze błyskały, Jarosława fotografowano, a potem zabraliśmy koszyczki i ustawiliśmy się do naszego tradycyjnego zdjęcia. (Z roku na rok porównujemy jak zmieniamy się my i jak rosną nam dzieci! Szok!). Potem obejrzeliśmy Grób Pański w kościele i poszliśmy do pubu nad kanałek na Potocką, by zjeść święconkę. Chodzimy tak od wielu lat i właściciele są przyzwyczajeni, że wchodzi tam nasz tłumek, łączy stoły i je swoje żarcie z koszyczków. Zarobek maja i tak, bo przecież pijemy kawy, herbaty, piwo, colę itd. Przy stole dyskutowaliśmy o tym i owym (w końcu widujemy się w tym gronie rzadko)  i siłą rzeczy zeszło się na dyskusje o święconce, obecności polityka i fotoreporterów w kościele. Nagle odezwał się kolega, który na święconce stał tuż przy stole i niedaleko Jarosława. Okazało się, że polityk podszedł do niego i powiedział: „przesadził pan z zachowaniem”. Kolega nie bardzo wiedział o co chodzi. Przyszedł z żoną, kilkuletnim synem i grupą znajomych ze święconką, a tu krytyka i dezaprobata. Sprawa wydała się dopiero po chwili. Okazało się, że ochroniarze Jarosława raz po raz zerkali na naszego kolegę podejrzanie, bo z zawieszonego na jego plecach plecaka wystawała mu rączka od parasola, która wyglądała jak… samurajski miecz. Najwyraźniej Jarosław myślał, (choć może zasugerowali mu to ochroniarze, którzy prawdopodobnie poza narzędziami do walki nie znają innych przedmiotów), że ktoś przyszedł do kościoła ze święconką i z mieczem. (sic!) Cóż.. mnie uczono, że każdy sądzi według siebie. A dziś… tak pochmurno, że prędzej bym się jednak spodziewała parasola niż miecza. Ale skoro noszenie go w niepogodę uznawane jest za złe zachowanie…PS A gdyby nawet to był miecz. To co?PS 2. Przy okazji wszystkim czytelnikom życzę… Wesołych Świąt.

Print Friendly
The following two tabs change content below.
dziennikarka prasowa i telewizyjna, pisarka, autorka książek dla młodzieży, blogerka. Kontakt: piekarska@piekarska.com.pl