Archiwa tagu: serwis

Rodzina Homolków ze święconką! AD 2016 #wielkanoc #swieconka

Moje Wielkanoce, czyli… Wesołych Świąt!

Kilka dni temu poproszono mnie, bym dla pewnego portalu udzieliła odpowiedzi na trzy pytania dotyczące Wielkanocy. Pomyslałam sobie, że tu podzielę się nimi z czytelnikami. Może sami zadadzą sobie takie pytania? To może być inspirujące.

Jak Pani obchodzi w tym roku Wielkanoc?

Tak jak w latach ubiegłych. Od ponad 10 lat, spędzam Wielkanoc u przyjaciół w podwarszawskim Kiełpinie. Mam tylko męża i syna oraz rzecz jasna dalszą rodzinę, ale ta ma swoje sprawy. Dlatego jeżdżę na święta do przyjaciół. To duża rodzina, religijny dom, więc jest bardzo uroczysta atmosfera. Takie prawdziwe przeżywanie Wielkanocy, bo rozmawiamy o dawnych Wielkanocach, pilnujemy tradycji, by potrawy były odpowiednie i gadamy o samych miłych rzeczach. Poza tym u nich gośćmi na świątecznym obiedzie lub śniadaniu są księża misjonarze z pobliskiego kościoła i to jest coś fantastycznego. Księża są różnej narodowości, często rozmawiamy z nim o świątecznych zwyczajach w ich krajach, o świątecznej kuchni i tak dalej. Dużo żartujemy i się śmiejemy. Sporo śmiechu było kiedyś, jak jeden z misjonarzy dostał ode mnie z okazji Wielkanocy jajko z niespodzianką. Ale uznałam, że jest w obcym kraju, nie ma tu nikogo, a każdy facet, nawet duchowny, ma w sobie coś z dziecka, więc dałam mu jajko. Był tym naprawdę szczerze ubawiony.

W oczekiwaniu na śniadanie... #wielkanoc #kot #sniadanie

U przyjaciół ich kot w oczekiwaniu na śniadanie… AD 2016

Czy ma Pani jakieś szczególne wspomnienie związane z Wielkanocą?

Kiedy miałam 7 lat wielkanocny zajączek przyniósł mi w prezencie zestaw śniadaniowy. Była to filiżanka ze spodkiem i talerzyk na kanapki. Był na nich obrazek kruka grającego na harfie. Używałam tego zestawu wiele lat aż przestraszyłam się, że się zbije i odstawiłam na półkę. W każdym razie mam go do dziś. I uważam to za najfajniejszy prezent Wielkanocny. Ostatni chyba zresztą jako dostałam, bo potem byłam już starsza, więc na Wielkanoc dostawałam już tylko czekoladę. W każdym razie, ilekroć przestawiam go na półce wspominam Wielkanoce, kiedy przy stole było nas bardzo, bardzo dużo i wszyscy przy nim siedzący byli moją rodziną z krwi i kości. Kiedy jadłam grubo tarty chrzan zrobiony przez siostrę mojej mamy i borówki mojej babci – najukochańsze świąteczne dodatki do potraw.

Prawie 45 lat temu dostałam to od Zajączka z okazji Wielkanocy. #komplet #serwis #sniadanie #filizanka #spodek #talerz

Prawie 45 lat temu dostałam to od Zajączka z okazji Wielkanocy.  

Czy ma Pani jakiś swój własny, wielkanocny zwyczaj, tradycję itp.?

Wychowałam się na warszawskim Żoliborzu. Wraz z przyjaciółmi od ponad 15 lat spotykamy się ze święconką w kościele pw. Świętego Stanisława Kostki, kiedyś spotykaliśmy się u Dzieciątka Jezus, ale z powodów praktycznych – wygodniejsze parkowanie – zmieniliśmy kościół. Po poświęceniu jajek robimy sobie wspólne zdjęcie przed kościołem ze święconką w dłoniach. Jak ktoś przyjechał z psem to zabiera go z samochodu do tego zdjęcia. Raz jest nas na tej święconce więcej a raz mniej. Potem wszyscy jedziemy nad kanałek na Potocką (nasze dzieci idą tam pieszo z naszymi psami) i tam w barze popularnie zwanym „U Araba”, a naprawdę nazywającym się chyba „Bosman” jemy to co mamy w koszyczkach (zostawiając oczywiście tzw. „małe conieco” na świąteczny stół). Nasze dzieci siedzą przeważnie przy osobnych stołach. To już w większości studenci i to różnych kierunków, więc często to spotkanie ze święconką jest dla nich jedyną okazją, by się osobiście spotkać i powspominać dzieciństwo, a także pogadać co tam u kogo, bez wykorzystywania do tego Facebooka. Restaurator nie protestuje, że jemy tam swoje jedzenie, bo i tak na nas zarabia, ponieważ zamawiamy tamtejsze potrawy i napoje. Myślę też, że cieszy go ta nasza tradycja, bo bywają Wielkanoce, kiedy zajmujemy tam całą salę. A przy ładnej pogodzie kilka stołów na zewnątrz. Na psy czeka tam zawsze świeża woda. Jest więc to dla nas także moment prawdziwego rozpoczęcia wiosny!

Rodzina Homolków ze święconką! AD 2016 #wielkanoc #swieconka

Rodzina Homolków ze święconką! AD 2016

Wszystkim czytelnikom
życzę
Wesołych Świąt Wielkanocnych,

a jako wirtualny prezent tym razem…

Michelangelo Merisi da Caravaggio (1571-1610) i jego „Niewierny Tomasz” z Galerii Sanssoucii. Przyda się nam wszystkim trochę wiary w tych ciężkich czasach.

Moja drukarka, czyli co mieści się w dupie?

Tak się czasem dzieje, że gdy gadam z kimś przez telefon, a siedzę przed komputerem, coś sobie na tym komputerze robię. Oczywiście coś niezbyt angażującego, by móc rozmawiać. Zdarza się, że stawiam pasjansa, a często losuje hasła w Nonsensopedii. Pewnego razu właśnie w taki sposób wylosowałam na Nonsensospedii „dupę”. Z wpisu, który mnie ubawił i z którym w wielu punktach w sumie trudno się nie zgodzić, wyczytałam m.in., że dupa jest „funkcjonalnym pojemnikiem o praktycznie nieograniczonej objętości: w dupie można mieć całe osoby, a nawet społeczności; można nosić w niej różne przedmioty, np. zegarek – jak robił to ojciec Butcha z Pulp Fiction, dupa może tez pomieścić całe planety. Szczególnym przykładem jest dupa murzyńska, bowiem w przypadku, gdy nie możemy znaleźć danego przedmiotu, mówimy, że jest on „w dupie u Murzyna”.

Piszę o tym, bo ostatnio stwierdziłam (nie po raz pierwszy zresztą), że prawo jest prawem, ale wielu ma je w dupie. Nic dziwnego! Z Nonsensopedii, która jest w końcu jakąś tam encyklopedią wiemy, że dupa jest pojemna i pomieści wszystko. Co dokładnie mam na myśli? Zepsuła mi się drukarka. Przestała drukować wyświetlając nieznany mi bliżej komunikat. Nie pomogła wymiana atramentów, przeinstalowywanie oprogramowania, wyłączanie i komputera i owej drukarki z sieci itp. Zadzwoniłam na infolinię producenta, czyli firmy Brother. Przedyktowałam nazwę błędu i usłyszałam, że jest to błąd oznaczający uszkodzoną głowicę. Poradzono zgłosić się do serwisu i podano numer telefonu. Zadzwoniłam. Gdy przez ponad półtorej godziny nikt nie odebrał telefonu zdecydowałam się więc wysłać maila, którego tytuł brzmiał: „Czy państwo odbierają telefon?”. W treści m.in. napisałam: Dzwonię od godziny 12-tej. Najpierw było zajęte, a teraz nikt nie odbiera. A 13-ta minęła. Dzwonię w sprawie następującej. Zepsuła mi się drukarka. Brother model DCP-J125. Błąd 4F brak możliwości druku. Brother powiedział, że trzeba wymienić głowicę i podał państwa, jako serwis. (…)

Odpowiedź przyszła taka: Oczywiście, że odbieramy telefony, a pod jaki numer telefonu Pani dzwoni ? (…) Proszę (…) o informację czy używa Pani oryginalnych tusz Brother-Innobella czy też zamienników.

Ponieważ jestem osobą, która kłamie tylko w skrajnych przypadkach (Dobra zupka Małgosiu? Pyszna ciociu! A niestety miała smak pomyj!), więc i tym razem odpowiedziałam zgodnie z prawdą: Tuszy używam i oryginalnych i zamienników firmy colorovo (to, co mi dostarcza sprzedawca, od którego kupiłam drukarkę).

Na to serwis odpowiedział: Niestety w przypadku używania zamienników naprawa może być wykonana tylko odpłatnie. Koszt wymiany głowicy wynosi 400 PLN netto.

Pokorespondowaliśmy sobie z serwisem dalej…

Na pudełku od tuszy Colorovo widnieje napis: „stosowanie markowych produktów Colorovo nie narusza warunków gwarancyjnych producenta urządzenia.” etc. Podanie mi ceny naprawy 400 złotych, gdy nowa drukarka kosztuje 300 uważam za pomyłkę w zerach. Pewnie miał pan na myśli 40.

Korespondencję przesyłam też sprzedawcy drukarki i tuszy, zanim sprzedawca odpowiedział, że w razie czego bierze naprawę na siebie, odebrałam kolejną odpowiedź z serwisu. Miałem na myśli dokładnie taką sumę, jaką napisałem. Proponuję zapoznać się z treścią zapisu na karcie gwarancyjnej drukarki.

Przesłałam więc korespondencję z serwisem producentowi tuszy z taką prośbą: Proszę prześledzić moją korespondencję z serwisem napraw drukarek Brother. W którym momencie popełniłam błąd? Kupując drukarkę? Kupując Państwa tusze? Czy przyznając się do tego?

Producent tuszy zażądał pisemnej wyceny z serwisu, że drukarki nie naprawią w ramach gwarancji, bo używałam tuszy innych niż firmowe. Powiedział też, że ich prawnik analizuję moją korespondencję z serwisem drukarek firmy Brother i obiecał nową drukarkę. Wszystkie warunki producenta tuszy spełniłam, dokumentacja dotycząca naprawy drukarki została mu dostarczona i… czekam.  Sprawa ma być załatwiona w ciągu kilku dni.

Czemu o tym wszystkim piszę? Choć jak zawsze mam kłopoty finansowe, nie chodziło mi o 300 złotych za nową drukarkę, ani nawet o to, że za naprawę czegoś, co nowe kosztuje 300 złotych trzeba zapłacić 400. Chodziło mi o fakt. Dlaczego?

Otóż, jako osoba czytająca i szukająca dość sprawnie informacji w sieci wiem, że producent i serwis drukarek Brother zadziałał niezgodnie z prawem. W świetle obowiązującego bowiem prawa w Unii Europejskiej i w Polsce zamienniki oryginalnych tonerów nie mogą być podstawą do utraty gwarancji na drukarkę. Kartridż innego producenta nie narusza umowy gwarancyjnej sprzętu. Tak mówi np. Dyrektywa Unijna nr 93/13 CCE z 5.04.1993r. Przepisy są skonstruowane w prosty i klarowny sposób. Producenci nie mogą wprowadzać zapisów do gwarancji, które mówiłyby o tym, że używanie alternatywnych materiałów do druku powoduje jej utratę. Innymi słowy stosowanie zamienników nie wyłącza odpowiedzialności producenta za sprawność sprzętu.

Serwis jednak twierdzi to, co twierdzi. Prawo konsumenckie unijne i polskie twierdzi, co innego i z nim zgadza się producent tuszy. Nonsensopedią i dupą zaczęłam i… dupą skończę. Racja jest bowiem jak dupa. Każdy ma swoją!