Archiwa tagu: urodziny

Dziękuję, dziękuję, dziękuję i… podaję termin oraz miejsce odstrzału

Minęły właśnie trzy miesiące od mojego odejścia z TVP. Co się zmieniło? Z jednej strony nic, a z drugiej wszystko.

Po pierwsze: mam mniej znajomych. Już na Wielkanoc dostałam połowę esemesowych życzeń, które nadeszły na Boże Narodzenie, ale wtedy jeszcze nie połączyłam faktów. Teraz łączę, bo oto połowa znajomych nagle nie ma dla mnie czasu. Gdy zadzwonię to są zajęci, obiecują oddzwonić, ale to nie następuje. Po trzech próbach kontaktu z wieloma z nich dałam sobie spokój. Wyświetla im się mój numer, będą chcieli – oddzwonią. Skoro tego nie robią to znaczy, że nie chcą kontaktu. Mają prawo. Choć ja staram się zawsze oddzwaniać.

Po drugie: wbrew internetowemu hejtowi, który wylał się na mnie na różnych portalach po podanym do wiadomości publicznej liście do Prezesa Jacka Kurskiego, kiedy jedni hejterzy pisali, że już mam nagraną pracę – nadal jej nie mam. Oczywiście nie znaczy to, że nic nie robię. Ja cały czas pracuję, choć nie zawsze przynosi mi to kokosy. Nadal współpracuję z kilkoma gazetami i pismami. O czymś stałym nie ma jednak na razie mowy. Wysłałam CV do wielu, naprawdę wielu redakcji (nie chcę pisać jak wielu, bo nikt mi nie uwierzy), odpowiedziała tylko jedna i dziękuję jej nadawcom za to, że jako jedyni wykazali się kulturą i odpisali. Niestety ta odpowiedź brzmiała:

Pani Małgorzato, dziękujemy za maila. Aktualnie nie jesteśmy zainteresowani rekrutacją reportera o Pani profilu.

Zapewne to woda na młyn drugich hejtujących mnie wówczas internautów, którzy twierdzili, że jestem nikim i nie mam żadnego dorobku. Cóż… może to co zrobiłam to rzeczywiście nic. W każdym razie liczące 6 stron CV to informacja o współpracy z kilkudziesięcioma gazetami, o piastowanych w mediach stanowiskach (także kierowniczych), o publikacji 9 książek, o wystawionych dwóch sztuk teatralnych, a także… o 21 latach pracy w TVP, w czasie których miałam kilka własnych programów, zrobiłam kilka tysięcy dłuższych i krótszych materiałów filmowych w tym wiele reportaży i filmów dokumentalnych.

Znajoma, która przeglądała CV powiedziała:

- Nie wiem co tu zrobić, bo i tak źle i tak niedobrze. Jak podajesz co zrobiłaś to przerażasz doświadczeniem. Jak skrócisz CV to wszyscy spojrzą na wiek i będą w szoku, że mało zrobiłaś. Może nie podawaj wieku?
- No, ale on wychodzi, gdy spojrzy się na daty ukończenia szkoły, uczelni, na miejsca pracy i daty, kiedy tam pracowałam – zauważyłam moim zdaniem słusznie.
- Faktycznie – znajoma się zasromała.
- To co robić? – Spytałam.
- Nie wiem – odparła.

Druga znajoma, do której redakcji słałam CV, dowiadywała się w kadrach. Zdaniem jej szefów jestem za droga. Nie wiem czemu. Nikt przecież ze mną nie rozmawiał o pieniądzach. Nie pytał za ile pracuję. Może jednak redakcję stać na mnie? Nie chcieli nawet sprawdzić. Trudno. Nie oni jedni.

Trzecia znajoma zasugerowała, że… chyba jestem „za stara, by biegać po mieście jako reporter”. Co to znaczy? Obawiam się, że to argumenty wysuwany tylko dlatego, że jestem kobietą. Mój Ojciec zmarł w 1999 roku mając 67 lat i do końca był czynnym reporterem. Zawsze myślałam, że dziennikarka to nie baletnica.

Czwarta znajoma zasugerowała, bym zmieniła zawód.

Sęk w tym, że nie chcę. Bo i niby dlaczego miałabym to zrobić? Nie byłam złym reporterem. Nie miałam nigdy procesu o nierzetelność, zniesławienie itd. Jedyny proces, jaki miała przeze mnie TVP został przez tę instytucję wygrany (co w swoim czasie opisywałam). Powodem była zresztą chora psychicznie pieniaczka, a teraz, gdy nie żyje role się odwróciły, bo to ja byłam w sądzie na prośbę jej rodziny, jako świadek, że pani miała nie po kolei w głowie.

Cieszyłam się (i nadal cieszę, o czym wnioskuję na podstawie listów) szacunkiem widzów i czytelników.

Czy gdybym była zła to nadal pisałabym do tych gazet, do których pisuję? Czy nadal publikowałyby moje artykuły?

Oczywiście znajomi proponowali mi pracę: rzeczników prasowych, prowadzących fundację, urzędników etc. Ale ja nie chcę zmieniać zawodu! Chcę nadal być czynnym reporterem i ni w ząb nie rozumiem czemu nie mogę. Czemu redakcje, do których słałam CV nie chcą mnie na stałe?

Być może coś z tym wiekiem jest na rzeczy, bo ostatnie lata w TVP widziałam, jak młodsi ode mnie, nie zawsze zresztą sprawni warsztatowo i z wiedzą, są faworyzowani. Nie chcę opisywać tych przypadków, bo nie chcę ranić młodszych kolegów.

Ponieważ już dawno chodziło mi po głowie coś takiego, by robić odstrzał ludzi po 50-tce, dlatego dziękując wszystkim redakcjom i szefom redakcji, do których słałam CV, (ich lista jest naprawdę dość długa), a którzy pozostawili moje listy bez odpowiedzi, zapraszam ich na mój uroczysty odstrzał.

24 lipca skończę 50 lat. Nic tajnego, bo informacja o mojej dacie urodzenia jest w encyklopediach, a także na mojej stronie. Zresztą jak podesłała mi znajoma, to nawet w warszawskiej Bibliotece przy ul. Antalla na Białołęce przygotowano stosowną okolicznościową gazetkę. Czym wprawiono mnie w zakłopotanie i zażenowanie, ale znajoma bibliotekarka powiedziała, że tak się robi nie tylko z nieżyjącymi, ale i z żyjącymi pisarzami.

Mimo okrągłej rocznicy nie wyprawiam hucznych urodzin. W ogóle ich nie wyprawiam, bo jak już wspomniałam, liczba moich znajomych drastycznie się zmniejszyła. Zaczęła zmniejszać się, gdy wyszłam drugi raz za mąż, ale po odejściu z TVP tak zmalała, że nie chcę się dołować. Zresztą są wakacje. W każdym razie 24 lipca po południu będę w Parku Skaryszewskim. Być może w pubie „Przystań” lub w jego okolicy. Kto chce – może dokonać odstrzału. Jak mnie rozpoznać? Snuć się będę tam ze swoją suczką-jamniczką koloru gorzkiej czekolady. A ponieważ to pies myśliwski, więc może po odstrzale przyniesie mnie komuś jako trofeum?

Młoda cipa ma c(z)ipa #frytka #jamnik #pies #chip #czip

Szczególnie gorąco zapraszam do udziału w odstrzale tych, którzy wylali na mnie pomyje, gdy okazało się, że teraz, decyzją MKiDN przyznano mi półroczne stypendium artystyczne w dziedzinie film. „Jak mogłaś tak się zeszmacić i wystąpić o stypendium do Glińskiego?” – spytał jeden znajomy.

Jestem państwowcem. Pisałam o tym wielokrotnie. Przyjmuję do wiadomości wyniki wyborów, choć nigdy jeszcze nie spodobał mi się żaden rząd i żaden prezydent. Tyczy to także obecnego rządu i prezydenta. Jednak to nadal moje państwo, a MKiDN jest tym ministerstwem, któremu podlegam jako twórca. Nie wystąpiłam do Piotra Glińskiego tylko do swojego Ministerstwa.

Ciekawe jest swoją drogą to, że zdaniem innych szmaciłam się, gdy wystąpiłam o to do MKiDN za czasów Bogdana Zdrojewskiego, bo obecne stypendium jest moim drugim stypendium artystycznym. Poprzednie dostałam w 2014 roku, gdy ministrem był właśnie Bogdan Zdrojewski z PO. Byłam wtedy dziennikarką TVP i kiedy pojechałam na jakiś materiał do MKiDN i nagrywałam ministra, to powiedziałam do niego, że skoro mam okazję, to chciałam osobiście podziękować za otrzymane półroczne stypendium, a on na to, że miło mu, ale nie ma z tym nic wspólnego, bo on tylko podpisuje dokumenty zaś stypendia przyznaje niezależna komisja ekspercka. Rozliczałam tamto stypendium, gdy ministrem była już Małgorzata Omilanowska. To dzięki tamtemu stypendium napisałam książkę: „Czucie i Wiara, czyli warszawskie duchy”. Teraz siedzę nad scenariuszem filmowym – temat konkretny, (bo stypendium dostaje się na konkretny cel sprecyzowany we wniosku), ale na razie nie zdradzę szczegółów. Dzięki stypendium będę mogła pisać bez wyrzutów sumienia, że choć pracuję to jednak nie zarabiam na chleb. Będzie na chleb. Ale można mnie odstrzelić, bym już nigdy nie musiała nic żreć.

A ponieważ obiektywnie rzecz ujmując taniej będzie zdzielić mnie przez łeb baseballem, więc podpowiadam, że są nawet takie z patriotycznymi motywami. Słabym w rękach, którzy obawiają się, że jedynie mnie uszkodzą, a wtedy państwo będzie mi musiało dać rentę (mam udokumentowane ponad 10 lat odprowadzania składek ZUS, więc w razie czego renta mi się należy), polecam przed zadaniem ciosu skorzystanie z siłowni plenerowej – jest takowa w Skaryszaku.

Napisałam to nie dlatego, że jestem rozgoryczona. Tak nie jest. Jak mnie nikt nie odstrzeli (nie zatłucze) to dam sobie w życiu radę. Również mniejsza liczba znajomych cieszy, bo wyszło na jaw kto jest kim. Głosy oburzenia, że wystąpiłam do MKiDN o stypendium nawet mnie nie smucą, a jedynie śmieszą. Stypendium jest rodzajem pensji dla twórcy. Nie jest przyznawane za nic i na nic, ale po analizie dorobku na konkretny projekt. Czy naprawdę lepiej występować o zapomogę do MOPS i żyć na koszt państwa nie dając mu od siebie nic?

Słowami, które napisałam, chcę uświadomić wszystkim czytającym ten blog, że w naszym społeczeństwie najwyraźniej już nie ma miejsca dla 50-latków. (Chyba, że na kasie w przysłowiowej Biedronce, na co mam za wysokie kwalifikacje, bo już z ciekawości sprawdziłam.) A ponieważ szybko to społeczeństwo się starzeje, więc… osób w mojej sytuacji będzie przybywać. Czy starczy na nas amunicji?

Jakby brakowało podpowiadam słowa, którymi w 1944 roku kończył swój wiersz Zbigniew Jasiński:

Halo! Tu serce Polski! Tu mówi Warszawa!
Niech pogrzebowe śpiewy wyrzucą z audycji!
Nam ducha starczy dla nas i starczy go dla Was!
Oklasków nie trzeba! Żądamy amunicji!

Bo dziś tak wszyscy lubią wycierać sobie mordy Ojczyzną.

Baseballe są na szczęście wielorazowego użytku no i nie trzeba na nie żadnego pozwolenia. Poza tym można je bezkarnie pożyczać. No i pamiętajmy o starej zasadzie: Chce się psa uderzyć – kij się znajdzie. Rozglądajcie się za kijami! Bijcie ile wlezie. Wiecie gdzie mnie szukać!

Emerytka w ruinie

Wiele razy czytałam o Polsce w ruinie. Teraz chciałam napisać o… emerytce w runie. W runie, której kto jest winien?

Gdy jakiś czas temu pisałam o naszej imprezie imieninowo-urodzinowej, którą zrobiliśmy z Ulubionym i wspominałam, że przyszła garstka znajomych – sygnalizowałam problem. Podzielone społeczeństwo nie umie już razem się bawić, a nawet być. Nie ma to znaczenia gdzie, bo ciężko jest im także w domu u przyjaciół. Ostatnio jednak okazało się, że to, co stało się u mnie na imprezie, czyli fakt, że masa ludzi nie przyszła, jest niczym w porównaniu z tym co spotkało pewną moją znajomą, która niedawno obchodziła imieniny. Moi znajomi sami wybrali, że lepiej do mnie nie przyjść. Jej znajomi dokonali innego wyboru. Moi zaakceptowali, że robię raz podwójne imieniny i to jeszcze wspólnie z urodzinami Ulubionego (jego urodziny 26 października, moje imieniny Małgorzaty 17 października, Karoliny 4 listopada). Znajomi i przyjaciele znajomej po prostu zażądali, by zrobiła jedne imieniny dwa razy. Starsza (prawie 70-letnia), kulturalna pani przystała na takie żądanie. I tak w sobotę przyszli do niej zwolennicy PIS, a w niedzielę KOD. Zrozumiałe – prawda? I jakie zgodne z panującymi stereotypami! W końcu PIS to katolicy, więc w niedzielę są w kościele. KOD to głownie Żydzi, więc świętują w Szabas, a w niedzielę manifestują, zaś po manifestacji przyjdą się nachlać.

Pewnie bym się o tym nie dowiedziała, gdyby nie drobna rzecz. Znajoma bardzo chciała zobaczyć monodram Ulubionego „Listy do Skręcipitki” oraz przygotowany przez nas spektakl „Bubloteka”. „Listy” były pokazywane za darmo w Bibliotece Multimedialnej na Mokotowie z okazji stulecia Mokotowa. Znajoma nie dotarła, choć się deklarowała. Pomyślałam, że coś jej wypadło. W końcu zdarza się. Aż tu… odbieram telefon. Nie dojechała, bo… nie miała na bilet. Resztę renty wydała na… imieniny. Najpierw byłam zdziwiona, ale… okazało się, że wyjątkowo w tym roku miała tłum gości. W sobotę dom pękał w szwach. Okazało się, że goście zjedli wszystko, co przygotowała, a nawet zapasy, bo przyszli także ci dawno niewidziani. Po prostu jednych znajomych przyciągnęli drudzy – zachęceni informacją, że zwolenników KOD nie będzie. W niedzielę musiała więc wyskoczyć do sklepu o świcie (dobrze, że nie ma jeszcze zakazu handlu w niedzielę) i za resztę pieniędzy kupić znowu żarcie, by przygotować wieczór. Wtedy bowiem przyszła kolejna spora grupa ludzi – tym razem przeciwników rządu. Ta grupa też została powiększona o dawno niewidzianych, przyciągniętych przez zaproszonych. Ci zjedli wszystko, co zostało dla nich zakupione, a także jakieś dosłownie resztki lodówkowe w postaci jajek na twardo, które znajoma jeszcze po nocy dla nich gotowała. Następnego dnia znajoma zrobiła zakupy, by mieć w ogóle, co żreć i tak… zostało jej trochę grosza (bardzo, bardzo mało) na wielkanocne święta. Na nasz spektakl, (choć bezpłatny) musiałaby jechać z dwiema przesiadkami, a że bilety ZTM kosztują, więc… zdecydowała, że nie pojedzie. Tłumaczenie się skończyła słowami: „Gdybym miała już 70 lat, to chociaż bilety na tramwaj czy autobus miałabym za darmo”. Zaoferowałam darmowy bilet na „Bublotekę” i poszukanie transportu. Może skorzysta z propozycji. Ale przyznam, że zrobiło mi się przykro. Bo wychodzi na to, że polsko-polski podział, przygnał znajomej więcej osób na imieniny, ale poważnie zrujnował portfel.

Ktoś spyta, czemu mnie u niej w gościach nie było. Prawda jest taka, że nie wiedziałam, który dzień wybrać, bo z żadną opcją nie jest mi po drodze. Dlatego złożyłam życzenia telefonicznie. I tylko teraz myślę: biedna emerytka. Emerytka w ruinie. Czy ona jedna?

Kiedy mam imieniny, czyli co z tym kalendarzem

Wielu znajomych sugeruje mi, że imienny to ja mam nie 17-go października a 18-go, bo w wielu kalendarzach tak jest. Uprzejmie zatem informuję, że mam 17-go, kalendarze, które podają 18 października się mylą, a rację w tym względzie mam ja. Dlaczego? 
Moją patronką jest Święta Małgorzata Maria Alacoque (ur. 22 lipca 1647 w Lauthecourt – dziś część Verosvres – we Francji, zm. 17 października 1690 w Paray-le-Monial) – mistyczka, członkini zakonu Sióstr Nawiedzenia (wizytek), znana przede wszystkim z propagowania nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Jezusowego, objawionego jej w widzeniach przez Jezusa Chrystusa. (Bardzo ciekawy życiorys.)
Jak zapewne widać z daty śmierci zmarła 17 października, a dzień śmierci jest dniem narodzin danej osoby dla nieba. To wtedy dana osoba obchodzi swoje święto i wtedy imieniny obchodzą ci, których jest patronem. Tak więc moja patronka i ja miałyśmy swoje święto wczoraj! (Choć kościół katolicki w liturgii obchodzi jej święto… 14 października). Drugie będę miała 4 listopada, bo patronuje mi również Św. Karol Boromeusz (naszemu Papieżowi też zresztą patronował). I tu ciekawostka. Karol Boromeusz (też bardzo ciekawy życiorys) zmarł 3 listopada. Czemu czci się go 4-go? Nie wiem. 
A skoro już przy datach jestem to: moi dwaj ulubieni pisarze: Bolesław Prus i Aleksander Dumas Ojciec (ten od Trzech Muszkieterów i Hrabiego Monte Christo) byli tak jak i ja spod Lwa. Dodatkowo Dumas urodził się dokładnie w tym samym dniu co ja, czyli 24 lipca. Nic więc chyba dziwnego, że już w dzieciństwie znalazłam w nim bratnią duszę. I jak tu nie wierzyć w gwiazdy?

Dziś som moje órodziny

Zawsze w dniu urodzin myślę o… Nie. Nie o mamie, która urodziła mnie przez cesarkę, na którą zdecydowano się, gdy zaczęły jej odchodzić zielone wody płodowe, bo wcześniej uznano, że 40-letnia pierwiastka nie kwalifikuje się do cesarskiego cięcia. Nie. Nie o tacie, który modlił się o to, by urodziła się córka, bo jako uczestnik Powstania Warszawskiego bał się, że jak będzie miał syna to mu syn na wojnie zginie tak jak jego 15-letni brat w Powstaniu Warszawskim. I nie o babci, której byłam ulubioną wnuczką, ale o… panu Sułku kochanym i Jacku Janczarskim, który go powołał do życia. A czemu? Bo to pan Sułek w swoim pamiętniku napisał wiersz, który bawi mnie do łez!

wiersz na moje órodziny

Sam jósz nie wiem jaki jestem
Ja nie jestem wcale kszesłem
ja nie jestem ruwniesz wołem
ani oknem ani stołem
ani bużom z pierunami
ani rużom ze kolcami
ani smokiem ani psem
ani rzabom ani gzem
ani muchom ktura brzenczy
ani krowom ktura jenczy
jak jom wezdmie koniczyna
ktura czensto krowy wzdyma
dziś som moje órodziny
a nie rzadne imieniny
i prezęty nieh mi da
ktury co tam dla mnie ma

„Kocham pana panie Sułku”
Jacek Janczarski